W budownictwie ceny rosną - jakość pozostaje na tym samym poziomie !


Na wstępie należy zaznaczyć, że jako firma elektryczna, temat rozpatrujemy właśnie z perspektywy wykonawców inwestycji budowlanych w branży elektrycznej. Wieloletnie doświadczenie daje nam jednak możliwość obserwacji wszystkich sektorów związanych z budownictwem.

Problem jakości wykonania występuje w budownictwie od zarania dziejów, a przynajmniej tak długo, jak branża budowlana istnieje. U podstawy problemu zawsze leży jakaś przyczyna, jednak aby do niej dotrzeć należy cofnąć się do lat 90’ i wstecz. Problemy te w głównej mierze związane były z wykonawcami. Wynikały z nieprofesjonalnego podejścia do wykonania zlecenia, nagminnego nadużywania alkoholu, czy też obserwowanych na bardzo dużą skalę, masowych w tamtym okresie kradzieży materiałów budowlanych.

Na przełomie lat 90’ i 00’ nastąpiła zmiana, która pod koniec roku 2000 doprowadziła do tak zwanego „boomu budowlanego”. Wówczas ceny rosły, jednak utrzymujące się tendencje na rynku pracy, a dokładnie wysoka stopa bezrobocia oraz niskie zarobki stały się mechanizmami powstawania kryzysu polskiej gospodarki. Właśnie z powodu bezrobocia, wysokość wynagrodzeń pracowników sektora budowlanego była nieadekwatna do rodzaju świadczonej pracy i była przyczyną dużej rotacji pracowników. Wpłynęło to na fachowość, profesjonalizm oraz jakość wykonywanych usług. Jedynymi podmiotami, które skorzystały wówczas ze wzrostów cen byli inwestorzy i masowo powstający tak zwani generalni wykonawcy. Nie trzeba więc otwierać przewodu doktorskiego, aby dowieść, że głównym problemem wpływającym na jakość wykonania na przestrzeni wielu lat był pieniądz, a raczej wysokość wynagrodzeń, która w konsekwencji miała bezpośredni wpływ na zaangażowanie fachowców. Pozwolę sobie nawet na stwierdzenie, że nadużywanie alkoholu, defraudacja, brak zaangażowania oraz brak solidnych ekip budowlanych są wynikiem właśnie niskich pensji.

W tym miejscu dochodzimy do roku 2016. Analitycy rynkowi może nawet wskazaliby rok 2015. To właśnie wtedy zaczęły się pojawiać odroczone konsekwencje działania polityki gospodarczej, które na przełomie lat 2018/2019 przyniosły tak drastyczne zmiany w rynku budowlanym. Problemy obejmowały:

· aspekty demograficzne,

· emigracje,

· starzejące się społeczeństwo,

· zacofanie gospodarcze.

Przy jednoczesnym wzroście nakładów na inwestycje publiczne, rozwoju gospodarczym wynikającym zarówno z położenia geopolitycznego, jak również z nienaturalnego zróżnicowania rozwojowego w stosunku do sąsiadujących państw nastąpił szybki wzrost gospodarczy. Nie jestem ekonomistą, ale położenie na szali starzejącego się społeczeństwa i wielkiego odpływu siły roboczej z kraju na zachód razem z wprowadzeniem dużej ilości inwestycji państwowych, wpompowaniu w rynek olbrzymiego kapitału oraz naturalnej potrzeby rozwoju gospodarki, nie mogło zapewnić równowagi.

Pod koniec 2018 roku już oficjalnie informowano o braku wykwalifikowanych pracowników i przewidywano drastyczny wzrost cen materiałów oraz wzrost wysokości wynagrodzeń, z uwagi na pogłębiające się deficyty kadrowe. Bez wątpienia sytuacja ta wpłynęła korzystnie na gospodarkę. W przeciwieństwie do końcówki lat 00’ zarejestrowano tendencję spadkową bezrobocia, która kształtowała się na poziomie 5,7 % – 6,8 %, a w dalszej kolejności zarejestrowano wzrost płac. W tym momencie nasuwa się pytanie: Dlaczego jakość wykonania jest nadal niezadowalająca lub pozorna? Gdzie leży problem?

Odpowiedzią na to pytanie jest czas.

W pierwszej kolejności należy przeanalizować proces inwestycji – przykładowo - bloku stu lokalowego. Każdy proces inwestycji budowlanej, zaczyna się od gruntu. W tym konkretnym przypadku wcześniejszy zakup terenu korzystniej wpłynie na proces i kosztorys inwestycyjny. Jednak od momentu pozyskania gruntu, do tak zwanego „wbicia łopaty pod budowę” mija czas. Czas, który w tym konkretnym przypadku nie działa na korzyść inwestora. W formie przykładu, w 2016 roku inwestor kupił grunt. W przeciągu pół roku do 10 miesięcy dopełnił formalności związanych z pozwoleniem na budowę i projektem budowlanym. Następnie rozpoczął proces dokumentacji wykonawczej i wyboru generalnego wykonawcy. Naturalnym procesem inwestycyjnym jest sporządzenie tak zwanego kosztorysu wykonawczego, na bazie którego inwestor budżetuje swoją inwestycję. Właśnie w tym momencie możemy zaobserwować niekorzystne działanie wspomnianego wcześniej czasu. Inwestor tworzy kosztorys w oparciu o zakres cenowy i parametry na przełomie lat 2016/2018, natomiast realizuje przedsięwzięcie na przełomie 2018/2019 roku. Nagle zarówno inwestor, ale przede wszystkim również generalny wykonawca zderzają się z rzeczywistością, która znacznie odbiega od tej z poprzednich lat. Bezrobocie maleje, ilość fachowców maleje, wynagrodzenie za stawkę godzinową rośnie, a budżet jest oparty o realia sprzed dwóch lat. Co w takim przypadku robi inwestor i generalny wykonawca? Jako firma elektryczna spotkaliśmy się z wieloma praktykami. Na rynku bywają relatywnie uczciwi wykonawcy, którzy nie maskują prawdziwej sytuacji finansowej i podkreślają, że nie dysponują takimi środkami pieniężnymi, jakie wymaga wykonawca. Wobec tego szukają wykonawcy, który podejmie się wykonania usługi za określoną kwotę.

Mechanizm oszczędności w firmach podwykonawczych poruszę nieco niżej.

Niestety na rynku można natrafić również na „wykonawców cwaniaków”, którzy podpisują kontrakty w gruncie rzeczy wiedząc, że nie posiadają środków finansowych uzgodnionych w umowie. W trakcie realizacji inwestycji, w momencie, gdy należności osiągają dużych rozmiarów, a wykonanie jest na dość zaawansowanym poziomie, przestają wywiązywać się ze swoich zobowiązań finansowych. W sposób oczywisty wykonawca zyskuje materiały i robociznę, nie płacąc za nie. Niewypłacone pieniądze pozwalają pokryć koszty dokończenia prac przez inną firmę. Połowa oszukanych firm nie zdecyduje się na dochodzenie swoich praw w sądzie, a druga połowa będzie latami toczyła walkę na sali rozpraw o wypłatę swoich należności. Na poparcie mojej tezy podam, że około 80% firm z branży budowalnej określające się mianem generalnego wykonawcy, nie mają możliwości ubezpieczenia płatności w usłudze faktoringu, co sprawdziliśmy próbując ubezpieczyć naszych zleceniodawców.

Trzeba jednak podkreślić, że na rynku istnieje skromny odsetek firm, które albo przewidują zachowania rynku, albo poświęcają swój zysk na poczet ukończenia pracy w sposób uczciwy, ale to niestety marginalne przypadki.

W momencie, gdy firmy nie posiadają odpowiednich środków finansowych, a podwykonawcy potrzebują pracy, nieunikniona staje się sytuacja, w której przedstawiciele wszystkich szczebli zaczynają oszczędzać, gdzie tylko mogą. Generalny wykonawca będzie oszczędzał na materiale i nadzorze, a podwykonawca na materiale i robociźnie. W przypadku braku nadzoru generalnego wykonawcy przy jednoczesnej chęci wypracowania zysku, powstaje źle wykonana usługa tzw. „bubel” wykonany przez niewykwalifikowany zespół.

Nawiązując do poprzedniego wątku dot. sposobów oszczędzania przez wykonawców - poza oczywistym, czyli materiałem, kolejną metodą jest zatrudnianie pracowników niskim kosztem. Zatrudniani na czarno obcokrajowcy, którzy nie zawsze posiadają odpowiednie umiejętności i kwalifikacje wymagane do pracy, dają wręcz niewymierne oszczędności. Jest dla mnie oczywiste, że takie praktyki mają swoje konsekwencje. W pierwszej kolejności bezpośrednio przekłada się to na fachowość wykonania i efektywność pracy – można tu przytoczyć zwrot „jaka płaca taka praca”. Drugą konsekwencją jest oczywiście brak możliwość dochodzenia swoich praw na drodze sądowej. Wykonawca prowadzący jednoosobową działalność, zatrudniający pracowników bez prawnej podstawy nie zdecyduje się na walkę w sądzie o swoje należności. W taki sposób interes się kręci. Po raz kolejny możemy zaobserwować zjawisko, w którym pieniądze mają bezpośredni wpływ na jakość wykonania. Tylko realia się zmieniają.

Czy to się kiedyś skończy?

Tak, ale w momencie ustabilizowania i zrównoważenia gospodarki oraz w momencie umożliwienia przez podmioty realizacji całego procesu inwestycji w takich realiach. Wówczas inwestor z wykonawcami będą mogli dojść do konsensusu w sferze budżetowej, a na rynku możliwa będzie sytuacja, w której uczciwa płaca, zapewni uczciwą i legalną pracę. Pracę, którą wykonają pracownicy uczciwie zarabiający, przez co będący oddani swojej pracy, a przy odrobinie wysiłku podwykonawcy, również posiadający odpowiednie kwalifikacje.

Proszę się zastanowić czy w dzisiejszych czasach na rynku są tacy podwykonawcy i tacy wykonawcy. Oczywiście są, lecz pozostają nieco z boku. Na przełomie 2018/2020 roku można było zaobserwować wiele inwestycji, które były dobrze wycenione i nie najgorzej wykonane. Generalny wykonawca z inwestorem pokryli wszystkie koszty, wypłacili należności i obiekt funkcjonuje.

Niestety nie ma pewności, że w momencie ustabilizowania się sytuacji na rynku, generalni wykonawcy, nie będą stosować praktyk polegających na zwielokrotnianiu swojego przychodu kosztem podwykonawców i jakości wykonania. Nadal będą istnieć obawy i wątpliwości czy zdecydują się zrównoważyć swoje zyski na rzecz jakości wykonania.

Reasumując, w chwili obecnej na rynku niestety wciąż funkcjonuje pojęcie generalnego wykonawcy wypracowane w latach 90’. Obserwujemy skrupulatnie chroniony proceder pseudo legalności zatrudnienia poprzez zatrudnianie podwykonawców, którzy zmuszeni sytuacją dopuszczają się czynów niezgodnych z prawem, w celach zarobkowych. Dopóki nie zostanie przerwany układ i zmowa milczenia organów kontrolnych państwa dot. sektora budowalnego, obawiam się, że najbardziej cierpieć będzie na tym konsument.

49 wyświetlenia